Kliczko, mistrz którego cenię

Dodał
Zaktualizowano: 7 października 2013
kliczko_pianeta_waga2

Władymir Kliczko ponownie obronił pasy mistrza świata. Pokonał Aleksandra Powietkina, jednego z niewielu który w teorii mógł uporać się z ukraińskim czempionem. Było jak zawsze. Walka pod dyktando mistrza, dużo klinczu i rozbity pretendent. Po zakończeniu pojedynku na Władka spłynęła lawina krytyki, że nudny, że faulował, że walczy jak cipa, a nie bokser. Mam inne zdanie. Władzio to mistrz pełną gębą. I tej wersji będę się trzymał.

Młodszy z braci Kliczko do perfekcji dopracował swój styl, który blisko od dekady prowadzi go od zwycięstwa do zwycięstwa. A to chyba w boksie najważniejsze, prawda? Zawodnik ma wygrywać, mistrz ma bronić tytuły. Porządny pięściarz ma obijać innych, samemu nie dając się obić. Władymir spełnia wszystkie te warunki. Wiedzie prym w królewskiej kategorii od ładnych paru lat i póki co nie widać nikogo na horyzoncie, kto mógłby być dla niego realnym zagrożeniem.

Poza tym Kliczko jest inteligentnym facetem, który w każdej swojej walce pokazuje profesjonalne podejście do wykonywanego zawodu. Nie lekceważy nikogo, zawsze jest w optymalnej formie. A poza ringiem? Tam także klasa. Dużo szacunku do przeciwnika. Nie ma plucia w twarz i pyskówki na niskim poziomie. Wraz ze swoim bratem łamie stereotyp o tępym i niedouczonym bokserze, który nie potrafi porządnie sklecić jednego zdania. Pod tym względem zrobili więcej dla boksu, niż 99% pozostałych zawodników.

Kolejna sprawa. Analizując walki Władka trzeba też wziąć pod uwagę jego warunki fizyczne. Gość ma prawie 2 metry wzrostu, ponad przeciętną muskulaturę, a po ringu porusza się w sposób, który wskazywałby że waży 10 kg mniej. Ciężko znaleźć drugiego ciężkiego o podobnych warunkach, który prezentuje się pod względem technicznym równie dobrze i co ważne, jest w ringu równie skuteczny.

Nie dziwie się, że sposób prowadzenia jego pojedynków z reguły jest taki sam. Skoro coś się sprawdza, po co to zmieniać? Dzięki tej ringowej nudzie Kliczko jest nr 1 w wadze ciężkiej. Daleko mu finezji Ali’ego, czy sportowej furii Tysona. To zupełnie inna bajka. Pytanie, czy każdy król wagi ciężkiej musi być jak obaj wymienieni? Moim zdaniem nie. Jeśli ktoś chce ringowej bitki nie sobie obejrzy walki w kategorii koguciej albo piórkowej. Tam jest tempo, są wymiany, jeden drugiemu chce urwać łeb. Gdyby Władymir wyłapywał tyle ciosów, co w lżejszych kategoriach, mówił by teraz zapewne z gracją Riddicka Bowe.

Jest jeszcze jedna rzecz. Cenię Kliczko także za to, że w obecnej chwili jest jednym z niewielu pięściarzy, którzy są absolutnymi liderami w swojej wadze. Jest Mayweather Jr, Ward, Rigondeaux, za jakiś czas będzie to być może Gołowkin. I jest Włodek. Wielu zapewne pomyśli, a gdzie Witalij? Ten niedługo zakończy karierę, a na arenie zostanie tylko jeden z braci K.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ męczy mnie ta ciągła krytyka Władymira. Mistrz jest jaki jest. Można powiedzieć, jaka waga ciężka taki jej nr 1. Ale z drugiej strony to kawał porządnego pięściarza, który robi swoje, udowadnia że nie ma sobie równych, a że w sposób który nie urywa dupy? No cóż, taki styl. Ważne, że pozwala mu wygrywać kolejne starcia. Ciekawe w tym wszystkim jest także to, że mimo tej nudy i tak większość kibiców ogląda jego walki. Ci, którzy mu kibicują by ponownie obejrzeć triumf swojego idola, a przeciwnicy bo a nóż widelec powinie mu się noga i będzie po Kliczce. Niezależnie kto usiądzie na trybunach i przed telewizorami interes się kręci, a bracia zarabiają kolejne miliony.