Pieniądze Pana Pieniądza

Dodał
Zaktualizowano: 8 września 2013
floyd_komfort

Floyd Mayweather Jr, tytułowy Pan Pieniądz, 14 września po raz kolejny wyjdzie do ringu, by zarobić „kilka” baniek. Jak na najlepiej opłacanego sportowca na Ziemi przystało Amerykanin zapewni sobie wypłatę, przy której 10 milionów zielonych jakie zarobi jego rywal, Saul Alvarez, wydają się być drobnymi na waciki.

Pan Pieniądz zgarnie przynajmniej 41,5 miliona dolarów. Do tego dojdzie jeszcze bonus ze sprzedaży transmisji w systemie PPV, czyli zapewne kolejne kilkanaście baniek. Biorąc pod uwagę rewelacyjną sprzedaż biletów na walkę, być może łączna gaża Floyda zamknie się w kwocie 60 milionów dolarów lub więcej. Kosmiczne pieniądze, dla zwykłego Kowalskiego niewyobrażalne.

Jeśli weźmiemy na tapetę gwarantowaną gażę wychodzi nam ok. 134 milionów złotych. Za jedną walkę! Niebotyczna stawka, za którą można ustawić siebie, swoje dzieci oraz ich dzieci. Tyle, że w tym przypadku mamy do czynienia z gościem, który już raz był na skraju bankructwa, a u bukmachera gra dużymi kwotami. Szczerze mówiąc nie zdziwiłbym się, gdyby za 10 lat okazało się, że Pan Pieniądz wypompował się z kasy i znalazł się w czarnej dupie.

Floyd uwielbia obnosić się z pieniędzmi, na każdym kroku podkreślać swoją pozycję społeczną. Wielu może to irytować. Właśnie przez takie zachowanie Floyd ma tylu samo wrogów, co fanów. Nikt nie zaprzeczy, że jest geniuszem boksu, jego żyjącą ikoną, ale wielu widząc jak pokazuje wszem i wobec pieniądze które posiada pomyśli – „Zgiń, przepadnij siło nieczysta!”.

Po sobotnim pojedynku konto Pana Pieniądza znów się powiększy. Licząc podatek, który trzeba będzie zapłacić (bo chyba Floyd go zapłaci, prawda?), procent dla swojego teamu, promotora i całej rodziny Adamsów, zostanie mu na rękę jakieś 30-40 baniek. Tak pi razy oko, bo nie wiemy ile zarobi z PPV. Daje to nam całkiem niezłą sumkę, która zaczyna działać na wyobraźnię i prowadzić do pytań, czy ktoś tu nie zwariował?

Na pierwszy rzut oka można tak pomyśleć. Ale z drugiej strony organizatorzy walki Floyda i tak najprawdopodobniej na niej zarobią. Okazuje się więc, że można płacić pięściarzom niebotyczne pieniądze, przy tym nie generując strat. Trzeba też pamiętać, że Pan Pieniądz to fenomen. Bokser kompletny, niezwykle utalentowany, którego jeszcze nikt nie pokonał. Przed każdą walką może słownie zmieszać swojego rywala z błotem, ale nigdy go nie lekceważy. Przez trzy miesiące przed każdym pojedynkiem przelewa hektolitry potu, by podczas godziny zero zawsze być w optymalnej formie.

To właśnie dlatego Pan Pieniądz może żądać niebotycznej kasy, to właśnie dlatego bilety na jego pojedynki rozchodzą się jak świeże bułeczki, a sprzedaż PPV w Stanach Zjednoczonych generuje zyski. To wszystko sprawia, że z jednej strony łapiemy się za głowę czytając o jego zarobkach, a z drugiej mańki odliczamy dni do jego kolejnych ringowych potyczek mrucząc pod nosem – „W sumie… należy mu się.”