Janusz Pindera dla Fightingclub.pl: Szpilka jeśli zostanie mistrzem to w dalekiej przyszłości

Dodał
Zaktualizowano: 5 lutego 2013
fightingclub.pl logo

Zapraszamy do lektury wywiadu z chyba najbardziej cenionym polskim ekspertem bokserskim Januszem Pinderą.

Jakie są Pańskie odczucia po drugiej walce Tomka Adamka ze Stevem Cunnighamem?

Pojedynek był w miarę wyrównany. Cunningham boksował bardzo konsekwentnie. Myślę, że wszyscy spodziewali się troszkę słabszego Cunninghama. Takiego, który nie będzie już tak szybki, mającego „szklaną szczękę”. Nie wiem zresztą skąd się wzięło to stwierdzenie o „szklanej szczęce” Amerykanina. Był trzykrotnie liczony w pierwszej walce z Adamkiem, padał także na deski w pojedynku z Hernandezem. Jednak za każdym razem wstawał i walczył dalej. Warto dodać, że w karierze nie przegrał nigdy przed czasem, to twardy zawodnik.

Co do samej walki, to mogłoby się wydawać, że Adamek, który w kategorii junior ciężkiej trzykrotnie powalał na deski Cunninghama , to samo zrobi w kategorii ciężkiej. Wszystko wskazywało na to, że z silniejszym, cięższym Adamkiem, Cunnigham zostanie pokonany przed czasem. Przynajmniej takie były oczekiwania. Dlatego to, co wydarzyło się na ringu było pewnego rodzaju zaskoczeniem. Po pierwsze Cunningham boksował inaczej taktycznie. Zmienił jakiś czas temu trenera na Nazima Richardsona. Był bardzo konsekwentny w ringu. Jego waga była bardzo bliska limitu kategorii „cruiser”, więc widać było, że stawia na szybkość. Realizował nakreśloną taktykę, wykorzystywał zasięg ramion oraz pracę nóg. Adamek nie lubi walczyć z zawodnikami lżejszymi i szybszymi od siebie. Podobna sytuacja miała miejsce podczas walki Tomka z Chambersem.

Wracając do oceny pojedynku, to było kilka rund, które Cunnningham wygrał wyraźnie, ale swoje zwycięskie starcia miał też Adamek. Większość rund była jednak wyrównana, a wyrównane rundy są bardzo trudne do punktowania i często decydują o ostatecznym werdykcie. Sędziowie różnie punktują. Osoby zatrudniane do punktacji przez duże amerykańskie telewizje typu HBO i Showtime mają często zgoła odmienne zdanie. Myślę, że ostatnie rundy zadecydowały o wygranej Adamka. Niemniej zwycięstwo Amerykanina w stosunku 115-113 lub 116-112- nie byłoby skandalem. Boks zawodowy to biznes i Amerykanie patrzą na to z perspektywy – co się komu opłaca. Obaj zawodnicy reprezentują tą samą grupę. W takim wypadku trzeba było wybrać. Mającego na koncie duże walki Adamka czy mniej znanego Cunnighama, który tak naprawdę najlepsze lata ma za sobą. Tomek ma także dużą publiczność co niewątpliwie jest jego atutem. To są już pozakulisowe historie, do których nie każdy się przyzna jak np. w przypadku przyłapanego na dopingu Lance’a Armstronga. Śledzę boks zawodowy od lat i muszę powiedzieć, że Amerykanie nie lubią pięściarzy, którzy nie podejmują otwartej walki.

Podsumowując: uczciwy byłby remis, natomiast dla mnie minimalnie lepszy był Cunningham. Nie uważam jednak, żeby werdykt przyznający zwycięstwo Adamkowi był skandalem. To był pojedynek trudny do punktowania. Oczywiście było niepotrzebne zamieszanie spowodowane złym odczytaniem werdyktu. W trakcie walki widać było, że Tomkowi ciężko się walczy z pięściarzem usposobionym defensywnie. Odradziłbym Adamkowi walki z takimi zawodnikami.

Czy Tomasza Adamka stać na zdobycie pasa mistrzowskiego w wadze ciężkiej? Team Adamka mierzy w młodszego z braci Kliczko. Może to tylko dążenie do uzyskania dużej gaży…?

Wielu znanych zawodników, którzy są już zaawansowani wiekowo, kontynuuje karierę, choć dorobili się już sporych pieniędzy. Twierdzą często, że stać ich jeszcze na dobry wynik, choć patrząc obiektywnie to nie mają już większych szans na sukces. W przypadku Tomka Adamka uważam, że lepszy już nie będzie. Osiągnął wiele, zdobył tytuły mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych. Jeżeli ktoś kiedyś powiedziałby mi, że Tomek będzie walczył z Kliczko o tytuł w kategorii ciężkiej, to uznałbym to za kiepski żart. Myślę, że sam Adamek przed wielu laty takiego scenariusza nie przywidywał. Opcja walki z Władimirem Kliczko to jest przede wszystkim kwestia finansowa. To jest ostatnia okazja do zarobienia dobrych pieniędzy. To jest bardzo istotne w zawodowej karierze Tomka min. dlatego przeszedł do kategorii ciężkiej. Jeżeli do takiej walki dojdzie, to Adamek oczywiście będzie myślał o zwycięstwie. Na razie jednak plany walki z Władimirem Kliczko należy odłożyć na bok. Sam nie wiem czy Tomek stoczy pojedynek eliminacyjny(IBF) z Kubratem Pulevem.

Przed nami pojedynek polskich weteranów boksu czyli walka Przemka Salety z Andrzejem Gołotą. W jaki kategoriach odbiera Pan to starcie?

Dla mnie jest to kategoria sentymentalna. Dla Gołoty i Salety ten pojedynek jest ważny w kategorii finansowej. Zaczynałem komentować zawodowy boks mniej więcej wtedy, kiedy obaj zaczynali swoje zawodowe kariery. Właściwie to wychowałem się na ich pokoleniu. Towarzyszyłem im podczas ich karier amatorskich Można więc powiedzieć, że jesteśmy z tej samej „ławki”, mimo iż dzieli nas kilkanaście lat różnicy. Nie traktuje tego pojedynku w kategoriach sportowych. Tak jak powiedziałem jest to sentyment i będzie to duże zjawisko socjologiczne – pełna hala i specyficzny klimat. Pytanie jest jedno, ile zostało z dawnego Gołoty i Salety? Dowiemy się tego 23 lutego. Jeśli zostało z nich po kilkadziesiąt procent. to będzie dobrze.

W kategoriach sportowych możemy rozpatrywać starcie Artura Szpilki z Krzysztofem Zimnochem. Wokół osoby Artura jest duży szum medialny, ma specyficzny rodzaj bycia. Czy to jest faktycznie materiał na mistrza?

Pokażą to walki z wymagającymi rywalami. Na razie możemy o nim mówić w charakterze hipotetycznym, że jest utalentowany, ma potencjał itp. Jeżeli zostanie mistrzem świata to w dalekiej przyszłości. Jest prowadzony bardzo ostrożnie i jednocześnie mądrze. Myślę, że jego potencjał nie zostanie zmarnowany. Pojedynek z Zimnochem może okazać się trudny, jednak faworytem jest Artur. Szpilka będzie musiał zostawić swoje osobiste animozje i wejść do ringu z chłodną, bokserską głową. Nie przekreślam szans Zimnocha, ale sądzę, że większe możliwości ma Szpilka.

Zostańmy przy wadze ciężkiej. Mariusz Wach został przyłapany w Niemczech na stosowaniu niedozwolonych środków dopingujących. Czy Polaka w przyszłości będzie jeszcze stać na osiągnięcie jakiś sukcesów w sporcie i nawiązanie walki z zawodnikami pokroju np. Aleksandra Powietkina ?

Mariusz będzie musiał żyć z łatką „dopingowicza”. Nie jest w tym zresztą odosobniony, wielu znanych , sportowców także zostało przyłapanych na stosowaniu nielegalnych wspomagaczy. Sporo rzeczy w jego otoczeniu uległo rozsypce, jak np. sztab szkoleniowy, który jest już przeszłością. Musi zacząć szukać nowych ludzi. Z tego co wiem to promotor Wacha – Mariusz Kołodziej – nie ma z nim kontaktu. Cały czas jednak obowiązuje ich kontrakt. Zobaczymy czy pomiędzy nimi dalej będzie „chemia”, czy może współpraca będzie już przebiegać na innych warunkach. Myślę , że Mariusza w dalszym ciągu stać na dobre wyniki. Jeżeli chodzi o Powietkina, to jest to zawodnik najwyższej klasy, może nie tej co bracia Kliczko, niemniej jednak plasuje się tuż za nimi. Wach musi się odbudować i stoczyć kilka pojedynków ze słabszymi rywalami. To co zaprezentował w walce z Władimirem wyglądało bardzo źle. Pytanie jak będzie się zachowywał po tym ciężkim dla niego pojedynku? Spadło na niego ponad trzysta ciężkich ciosów. To nie pozostaje bez odzewu, za to się płaci i tu pojawia się kolejne pytanie – jak duża będzie to cena? Tego dowiemy się w jego najbliższych występach. Musi przede wszystkim trafić na trenerów, którzy poprawią jego defensywę.

Rozmawiał: Marcin Mlak