Kraśnicki: Boks zawodowy, w dotychczasowej formule, będzie istnieć mimo próby zdominowania go przez AIBA

Dodał
Zaktualizowano: 1 lutego 2013
krasnicki-kulej

Krzysztof Kraśnicki był do niedawna wice prezesem PZB odpowiedzialnym za boks zawodowy w Polsce. Ze względu na nową politykę AIBA profesjonalne pięściarstwo musiało zostać usunięte ze struktur związku. Sytuacja ta sprawiła, że Kraśnicki zajął się tworzeniem nowej organizacji nadzorującej boks zawodowy nad Wisłą. Poprosiliśmy go przy tej okazji, by przybliżył czytelnikom FightingClub.pl okoliczności, jakie towarzyszyły tej sprawie.

Marek Rugowski: Na początku chciałbym poprosić Pana, by opowiedział o okolicznościach, które zadecydowały o tym, iż wydział boksu zawodowego został usunięty ze struktur Polskiego Związku Bokserskiego.

Krzysztof Kraśnicki: AIBA (światowa centrala boksu amatorskiego) od pewnego czasu podejmuje działania, aby wejść również na rynek boksu zawodowego, zdominować tę dziedzinę. Aby to uczynić dokonano zmian w statucie tej organizacji mających na celu usunięcie działaczy boksu zawodowego – w dotychczasowej formule – z zarządów Związków Narodowych. A więc i w Polsce. Nie musiałem podejmować decyzji rezygnacji z udziału w zarządzie PZB, zostałem bowiem powołany przez Kongres Związku i tylko przez Kongres mogłem zostać odwołany. Poza tym boks zawodowy wciąż figuruje w statucie PZB! Ale Związkowi groziło zawieszenie, na kilka miesięcy przed jubileuszowym XXX turniejem im. Feliksa Stamma. W tej sytuacji podjąłem tę trudną dla mnie decyzję zrzeczenia się funkcji wiceprezesa PZB, choć nadal uważam, że ingerencja AIBA w funkcjonowanie Związków Narodowych była nieuprawniona.

W związku z tą sytuacją podjął się Pan zadania stworzenia nowej organizacji, Polish Professional Boxing Department, która to w zamyśle nadzorować ma polski boks zawodowy. Jakie cele stawia Pan sobie stając na czele PPBD?

KK: Boks zawodowy – w dotychczasowej formule – będzie istnieć mimo próby zdominowania go przez AIBA. Uważam, że ta organizacja popełniła kolejny z wielu błędów w przeszłości. Ale to ich problem, my musimy działać nadal. Grupy promotorskie w odróżnieniu od klubów sportowych działają podobnie jak wszystkie inne podmioty gospodarcze, w oparciu o rachunek ekonomiczny, jest to więc – niezależnie od ambicji sportowych – po prostu biznes. Rolą organizacji – jak w przypadku PPBD – jest tworzenie zasad rywalizacji sportowej, regulaminów, kontroli badań lekarskich, obsługa i nadzór merytoryczny gal bokserskich, wystawianie dokumentów zawodnikom startujących poza granicami RP. I to jest działalność podstawowa. My, bo już utworzyliśmy strukturę nowej organizacji, chcemy pójść dalej, wspierać współpracujące z nami grupy w pozyskiwaniu sponsorów, tworzyć wspólny marketing, co w dobie kryzysu jest działaniem niezwykle istotnym. Otrzymałem już propozycję współpracy od profesjonalnej firmy, wspólnie będziemy podejmować metody skutecznego marketingu, działań PR. Przygotowujemy razem dużą imprezę o charakterze rozrywkowo – sportowym, w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planami, będzie to doskonały przyczynek do dalszej współpracy, promocji pięściarstwa zawodowego, dla zorganizowanych pod naszym szyldem grup oraz poszczególnych zawodników.

Czy przewiduje Pan współpracę z PZB, czy działać będziecie jako odrębne związki, kompletnie niezależne od siebie?

KK: PZB jest uzależniony od AIBA, na polecenie tej organizacji usunął boks zawodowy ze swoich struktur, więc o formalnej współpracy nie może być mowy. Ale przecież nikt nie zabroni nam działać w innym, niż formalny zakresie. Działam w pięściarstwie kilkadziesiąt lat i zamierzam to czynić nadal, choćby zajmując się historią polskiego boksu, działając na rzecz popularyzacji pięściarstwa.

Na kiedy przewiduje Pan rozpoczęcie działalności PPBD?

KK: My już działamy, w oparciu o regulacje, które tworzyliśmy organizując boks zawodowy w ramach PZB. Komisje tematyczne już pracują.

Czy od czasu, kiedy w mediach pojawiły się informacje o Pana planach, kontaktowali się z Panem polscy promotorzy deklarując chęć współpracy?

KK: Promotorzy, z którymi współpracujemy od lat podjęli decyzję dalszej współpracy bez wahania. Oni wiedzą, że działalność organizacji to nie tylko nadzór imprezy sportowej. Natomiast mniej, albo w ogóle nie posiadający doświadczenia promotorzy (na dziś dwóch) zdecydowali się na współpracę z niemiecką organizacją, bo ich oferta jest pozornie korzystniejsza. Pozornie, bo to okaże się dopiero w innym, niż tylko obsługa gali zakresie. Swoją decyzją wyeliminowali z naszej organizacji również zawodników, którzy wystąpią pod egidą federacji zagranicznej. Bardziej lub mniej świadomych konsekwencji tego kroku. Przypuszczam, że ta druga wersja jest bliższa prawdy.

Jak wygląda kwestia prawna PPBD? Czy będziecie monopolistą na polskim rynku, czy będzie możliwość, by inni zainteresowani podjęli się stworzenia podobnej organizacji?

KK: Nie zakładam, że PPBD będzie monopolistą, pracujemy w warunkach wolnego rynku, również w działalności sportowej. Im większa konkurencja, tym większe wyzwanie. Nie obawiamy się, w długofalowej działalności, kiedy po pierwszych zachwytach nad konkurencją, przyjdzie codzienna, nie waham się użyć stwierdzenia: żmudna działalność. Pod tym względem wyprzedzamy innych, ale nie zamierzamy się tym napawać, rywalizacja wyzwala inwencję, poszukiwanie nowych metod działania. I podejmujemy je, mimo, że w nowej formule działamy raptem dwa tygodnie.

Interesuje mnie też kwestia sędziowska. Organizacja na czele której Pan stanie będzie nadzorować pracę sędziów zawodowych. Proszę mi powiedzieć, czy możliwość sędziowania walk profesjonalistów przypadnie tak jak jest teraz, tylko arbitrom posiadającym doświadczenie z ringów amatorskich? Czy przewiduje Pan możliwość wyrobienia licencji sędziego zawodowego osobom nie mającym takiego doświadczenia?

KK: Dziś działa zaledwie kilka grup promotorskich, a takie, które mają doświadczenie, a również szansę na przetrwanie dwie, trzy, ale nie więcej niż cztery. W tych warunkach trudno mówić o potrzebie zwiększenia ilości sędziów. Ale jeśli powstaną nowe grupy i znacząco wzrośnie ilość organizowanych gal, to oczywiście będziemy pozyskiwać kolejnych sędziów. Na razie na to się nie zanosi.

Ostatnie pytanie dotyczące działalności PPBD. Jak rozwiązana będzie kwestia licencji zawodnicznych na gali Polsat Boxing Night? Rozumiem, że PZB już takowych wystawić nie może.

KK: Większość zawodników, promotorów czy sekundantów ma ciągle ważne, opłacone licencje PZB, więc nie zachodzi konieczność wystawiania nowych. Kilku mających wystąpić w Gdańsku zawodników ma licencje słowackie, ale mam już zapewnienie promotorów, że wkrótce przejdą na nowe, pod egidę PPBD.

Nie wszyscy kibice boksu wiedzą, że Krzysztof Kraśnicki to nie tylko były wiceprezes PZB, ale także autor kilku książek o boksie. Czy obecnie pracuje Pan nad jakąś publikacją?

KK: Mam świadomość popełnionych tu błędów, a więc te, które zamierzam wydać w przyszłości z pewnością będą ich pozbawione. Ale obecne wyzwania, które są dla mnie priorytetowe, odsuwają tę część mojej działalności na przyszłość.

Ponad rok temu zdecydował się Pan na prowadzenie Ring Bulletinu. Początkowo był on dostępny za drobną opłatą, obecnie jest darmowy. Skąd pomysł na prowadzenie internetowej gazety?

KK: Wersja odpłatna czasopisma nie sprawdziła się. I nie ze względu na cenę, ta była przystępna. Natomiast sam system zakupu, logowanie i inne wymogi wydawcy nie spełniały oczekiwań Czytelników. Wycofałem się więc ze sprzedaży miesięcznika. Ale ogromny nakład pracy skromnego liczebnie zespołu nie mógł pójść na marne, kontynuujemy wydawanie Ring Bulletinu w wersji bezpłatnej. Tym bardziej, że wzrastająca z każdym miesiącem liczba odbiorców rośnie w dużym tempie, co daje nam ogromną satysfakcję i przekonanie, że nasza praca jest pożyteczną, w jakimś stopniu przyczynia się do promocji boksu. Cieszy mnie osobiście również fakt, iż młodzież chętnie czyta teksty z fascynującej historii boksu, bo moim celem jest zachowanie w pamięci wydarzeń z przeszłości. Lat trudnych, biednych, ale dzięki poświęceniu, determinacji środowiska przekutych w wielkie sukcesy polskiego boksu. Dziś boks ponownie znalazł się w punkcie wyjścia, a że z historii płynie nauka…

Ideą wydawania czasopisma w wersji elektronicznej jest m.in. skupienie w nim uporządkowanych w czasie wydarzeń, aby miłośnik boksu w każdej chwili mógł dotrzeć do interesujących go imprez bokserskich- w zamkniętej- w przeciwieństwie do internetowych portali- całości, w wymiarze miesiąca. Na podobnych jak wszystkie inne czasopisma zasadach i uwzględniając ogromne możliwości internetu. Docieramy już do czytelników mieszkających na prawie każdym, z wyjątkiem Afryki, kontynencie. Ring Bulletin jest czytany nie tylko w wielkich aglomeracjach, ale i w najmniejszych miasteczkach. Nie byłoby takich szans w przypadku czasopisma tradycyjnego, papierowego.

Kiedy możemy spodziewać się najbliższego numeru?

KK: Co chwila zaglądam do poczty oczekując na materiały od pani zajmującej się graficzną stroną Ring Bulletinu. I coraz bardziej tracę cierpliwość…

Na koniec pytanie o walki, które w ostatnich tygodniach elektryzują kibiców boksu nad Wisłą. Kto wg Pana wygra pojedynki, Gołota – Saleta oraz Szpilka – Zimnoch?

KK: Nie miałbym problemu, gdybym miał typować zwycięzcę w czasie, gdy po raz pierwszy miało dojść do walki Gołota – Saleta, a więc kilkanaście lat temu. Wówczas moim zdecydowanym faworytem był Andrzej. Stawiałem na jego pięściarskie doświadczenie, umiejętności i ogromną determinację. Dziś nie zaryzykuję prognozy, obaj mieli zbyt dużą przerwę, a informacje z ich obozów traktuję jako próbę wytrącenia rywala z równowagi, próbę psychicznej presji. Jeśli chodzi o pojedynek Szpilki z Zimnochem, to bardzo interesuje mnie odpowiedź na pytanie czy opanowany Krzysztof będzie w stanie odeprzeć brawurowe ataki Artura. Bez względu na wyniki obu pojedynków zanosi się na wielkie emocje. Odliczam dni do gdańskiej gali Polsatu.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w tworzeniu struktur Polish Profesional Boxing Department.

KK: I ja serdecznie dziękuję oraz pozdrawiam Czytelników FightingClub.pl oraz miłośników boksu.

Fot. Prywatne archiwum Krzysztofa Kraśnickiego. Na zdjęciu z nieżyjącym już Jerzym Kulejem, dwukrotnym mistrzem olimpijskim w boksie.