Saleta dla Fightingclub.pl: Nigdy nie miałem konfliktu z Gołotą

Dodał
Zaktualizowano: 23 stycznia 2013
saleta

Zapraszamy do lektury wywiadu z jedną z najbardziej znanych postaci polskich sportów walki – Przemysławem Saletą. Popularny „Chemek” opowiedział nam m.in. o zbliżającej się walce z Andrzejem Gołotą i swoich planach na przyszłość.

Jak to się stało, że wreszcie doszło do Pańskiej walki z Andrzejem Gołotą?

Przed wakacjami zeszłego roku dostałem propozycję pożegnalnej walki. Natomiast w lipcu zapytano mnie, czy reflektowałbym na pojedynek pożegnalny właśnie z Andrzejem Gołotą. Zgodziłem się bez wahania. Nie ma co ukrywać, że Gołota to największe nazwisko w polskim zawodowym powojennym boksie. Andrzej miał w karierze trochę pecha i przegrywał też na własne życzenie. Jeszcze tak niedawno walczył z czołówką światową, jest zawodnikiem wciąż popularnym.

Z Andrzejem spotkał się Pan na konferencji prasowej, która anonsowała wasze starcie, jak i całą galę. Co pan zobaczył w oczach Gołoty?

Między Bogiem a prawdą to nie patrzył mi w oczy, więc nic w nich nie zobaczyłem. Ogólnie rzecz biorąc jest sympatyczniej niż kiedyś. Teraz podchodzimy do walki sportowo, mniej osobiście. Tak naprawdę nie było nigdy powodów, żebym miał podchodzić do tej walki osobiście. Kiedyś promowano naszą walkę na wzajemnej niechęci.

Kiedyś media rozpisywały się na temat Pańskiego konfliktu z Andrzejem, ale z tego co wiem, to należy włożyć to między bajki…

Konfliktu nie było nigdy. Znam się z Andrzejem z dawnych wspólnych sparingów. Nie znamy się prywatnie. Zresztą zawsze podkreślam, że nie znam go na tyle, żeby lubić czy nie lubić. Naszą walkę odbieram w kategorii sportowej.

Do pojedynku przygotowuje się Pan w Krynicy Zdroju, jak organizm zareagował na obciążenia treningowe?

Dobrze, choć dwa dni musiałem odpuścić, bo wszystkiego było za dużo. To nie jest tak, że ja na co dzień nic nie robię i nagle zaczynam trenować. Jestem aktywny, jednak znam swoje ograniczenia. Znam swój organizm i nie mogę trenować jak 20-25 latek, mam przecież 45 lat.

Trzeba po prostu uwzględnić wiek biologiczny.

Tego się nie oszuka. Młody organizm jest ciężko przetrenować, w razie czego szybko się wychodzi z przetrenowania. Mój organizm jest już troszkę zużyty, więc obciążenia muszą być inne i treningi muszą też być inne. Bardzo ważna jest wiedza na temat treningów i doświadczenie.

Są wyjątki np. Bernard Hopkins….

Tak, jednak Hopkins też musi inaczej trenować niż kilkanaście lat temu. Ludzie, którzy długo trenują uważniej słuchają tego, co mówi im ciało. Wiedza teoretyczna jest tylko wiedzą teoretyczną, a każdy zawodnik jest inny.

Pańskim trenerem jest Robert Złotkowski, były kickbokser i pięściarz. Jestem ciekawy skąd się znacie i jak przebiega wasza współpraca?

Właściwie to znamy się z kickboxingu. Robert zaczął boksować zawodowo u Krzyśka Zbarskiego , a ja w tym momencie wróciłem ze Stanów do Polski. Znamy się prywatnie. Dwukrotnie razem trenowaliśmy do walk z Najmanem w MMA i K1. Robert cały czas pracuje jako trener, ma wiele własnych spostrzeżeń i dużo wiedzy. Oprócz tego rozumiemy się bardzo dobrze. Praca z facetem, który trenuje sporty walki ponad 25 lat jest zupełnie inna, niż praca z dwudziestolatkiem.

Trener Złotkowski mówił o konieczności „wyeliminowania” prawej ręki Gołoty. Czy to nie jest tak, że Andrzej nie ma już na tyle dynamiki, żeby zagrozić Panu prawą ręką? Mówi się, że przewracają te ciosy, których nie widać.

Niewątpliwie Andrzej miał mocne, precyzyjne uderzenie z prawej ręki. Nie mówię tutaj o okresie, w którym miał świetną lewą rękę i wszystko nią kontrolował. Kiedy zaczęły się jego problemy z lewą ręką, to właśnie prawa była jego atutem. Potocznie się mówi, że z wiekiem zawodnik traci refleks i nogi. Najdłużej zostaje siła ciosu. Dlatego trzeba uważać na prawą rękę, mimo że nie będzie tak niebezpieczna jak kilka lat temu.

George Foreman miał wrodzoną siłę, po czterdziestce nokautował wielu rywali…

Zgadza się. Oglądałem na żywo jego walkę z Michaelem Moorerem. Foreman przegrywał po dziewięciu rundach. Foreman zaczął trafiać w dziesiątej rundzie kombinacją lewy/prawy. Moorer zlekceważył ten fakt do tego stopnia, że po jednej z kombinacji Foreman został mistrzem świata.

Wracając do konferencji prasowej, to ktoś wam zabrał „show”, jeden z młodych gniewnych, czyli Artur Szpilka. Jak ostudzi głowę, to może namieszać w światku bokserskim?

Artur ma sporo atutów. Siła, szybkość ciosu, charakter i zapał do treningów, to na pewno jego zalety. Jego „naturalną” wadą jest brak doświadczenia, ale to przychodzi z czasem. Problemem może być „gorąca głowa” , a to w ringu się nie opłaca. Pokazał w walce z McClinem, że może boksować taktycznie i mądrze. Ale nie wiemy co byłoby, gdyby ktoś próbował Artura sprowokować w ringu. Niewiadomą Artura jest jeszcze szczęka, która nie została przetestowana.

Nigdy nie ukrywał Pan tego, że jest mniej odporny na ciosy. Nasza bokserska legenda Jerzy Kulej mówił, że nie ma odpornych, są tylko źle trafieni…

Każdy może się znaleźć w sytuacji, gdzie się przewróci. Jednemu trzeba więcej, drugiemu mniej. Do osiągnięcia sukcesu potrzebna jest odporność na ciosy. Wiadomo, że lepiej w ogóle nie przyjmować ciosów. Znacznie mnie zdrowia kosztuje szybki nokaut niż przyjmowanie ciosów przez dużą ilość rund.

Szczerze mówiąc to nie chcę więcej widzieć Pana i Andrzeja w ringu. Jest Pan ikoną kickboxingu, pierwszym zawodowym polskim mistrzem Europy w boksie . Andrzej osiągnął wynik sportowy na olimpiadzie, kiedy to przywiózł medal z Seulu. Macie swoje lata. To definitywny koniec z ringiem w przypadku Pańskiej osoby?

Zdecydowanie tak. Ja nie czuję głodu boksowania. Mam tylko chęć stoczenia tej walki, która miała się odbyć już dwa razy. Czuję się spełniony jako zawodnik.

Jest Pan cenionym fachowcem. Często jest Pan obecny na galach bokserskich, gdzie pełni Pan rolę eksperta. Internauci często życzą sobie duetu komentatorskiego Pindera/Saleta. Telewizja jest Pańskim pomysłem na życie?

Tak. Ja właściwie z mediami jestem związany od 1996 roku. Z Januszem Pinderą komentowałem kilka niezapomnianych walk, m. in. Gołota-Bowe II. Bardzo dobrze się rozumiemy i uzupełniamy. Janusz jest dziennikarzem, który ma największą wiedzę spośród polskich dziennikarzy i rozumie boks. Z drugiej strony nigdy nie był w ringu, więc nie jest wstanie wszystkiego wytłumaczyć czy zrozumieć.

Rozmawiał: Marcin Mlak

Like Ruddock did... pisze:

To kolejne otwarcie klubu Fenix Migaczewa jest w prezencji żałosne. Jak można w gymie umieścić reklamy vodki ? W życiu czegoś takiego nie widziałem. W Polsce, w Europie, w Stanach to jest skandal. I jak można na otwarcie gymu, razem z zaproszonymi gośćmi ubrać się razem z Baranieckim w dresy, pozując przy tym na mengaera ?

Capricorn pisze:

Poza tym jest różnica jeśli chodzi o wypowiedzi Przemka i Mariusza. Dobrze jednak, że i do Wacha się dostałeś, takie wywiady tworzą stronę, wpływają na jej jakość.

PS.Literówki!

Capricorn pisze:

Bardzo dobrze, że rozmawiasz z Saletą i odwołujesz się do opinii Pindery podkreślając jego autorytet. Obaj mają dużo do powiedzenia o boksie, są konkretni i dobrze komentują walki. Pindera generalnie jest jednym z najlepszych dziennikarzy sportowych w tym kraju.
Nie mam tu na myśli pojęcia dobry – wszechstronny. Tutaj zwłaszcza obowiązuje maksyma: Znasz się na wszystkim, nie znasz się na niczym.

Marcin Mlak pisze:

Osoba Kostyry miała być odebrana w charakterze humorystycznym. Kulej nigdy nie był liczony(w oficjalnych walkach), mimo to twierdził, że nie ma odpornych-dlatego przytoczyłem jego twierdzenie. Nie przepadałem za duetem Kostyra/Kulej. Nie wnosili nic do komentarza. Można było usłyszeć ze strony Pana Jurka „zejście w lewo skos” lub „Marcin to szatan na tarczy”….a Pan Kostyra….to same anegdoty. Moja ostatnia rozmowa z Panem Pinderą dała mi więcej niż kilkadziesiąt walk komentowanych przez Kostyrę. Właśnie z Panem Januszem będzie następny materiał. Pozdrawiam.

Like Ruddock did... pisze:

Nie wiem czy powoływanie się w jednym wywiadzie na Kostyrę a w drugim na Kuleja podnosi poziom merytoryczny pracy.