Damian Grabowski dla FightingClub.pl: Jestem uzależniony od sportu

Dodał
Zaktualizowano: 18 stycznia 2013
Damian Grabowski

Zapraszamy do lektury wywiadu z najlepszym „ciężkim” Europy Damianem Grabowskim. Już niedługo Damian pojawi się w oktagonie. Czekamy z niecierpliwością na występ zawodnika z Opola.

Damian, 27 kwietnia wystąpisz na trzeciej gali organizacji MMA ATTACK. Masz już wszystko dograne, jeżeli chodzi o sprawy formalne?

Jeżeli chodzi o sprawy kontraktowe, to mam już je dopięte od zeszłego roku. Podpisałem kontrakt z organizacją MMA ATTACK na cztery walki.

Znasz już może swojego przeciwnika? Padają jakieś nazwiska?

Nie wiem, z kim będę walczył. Myślę, że właściciel organizacji trzyma to w tajemnicy, chcąc budować napięcie przed całą galą. Już niedługo zapewne dowiem się, z kim przyjdzie mi się zmierzyć.

Ostatnią walkę stoczyłeś w kwietniu zeszłego roku na gali Bellator FC 67, która odbyła się w Kanadyjskim mieście Rama. Nie boisz się długich rozbratów z oktagonem?

Kiedyś miałem ponad rok przerwy w startach i jak wróciłem, to było dobrze. Ja cały czas trenuję. Nie mając żadnej walki trenuję jakieś pięć, siedem razy w tygodniu, więc jestem w formie. Jeżeli mam przygotowania do walki to robię osiem, dziesięć treningów w tygodniu. Myślę, że to kwestia nastawienia psychicznego i „przykręcenia śruby”.

Kiedy zaczynasz przygotowania do najbliższej walki?

Tak jak mówiłem wcześniej, cały czas trenuję. Jestem uzależniony od sportu. Na jakieś sześć tygodni przed galą zwiększę intensywność przygotowań.

Towarzyszysz organizacji MMA ATTACK od początku jej istnienia. Czy jesteś jakoś szczególnie związany z marką Dariusza Cholewy, możesz startować bez problemów poza granicami kraju?

Mam kontrakt otwarty, nie mam problemu ze startami poza granicami naszego kraju. W Polsce też mogę walczyć w innych organizacjach, ale nie będę tego robił, bo jestem lojalny. Jeżeli pojawią się ciekawe propozycje z zagranicy, to będę je rozpatrywał.

Jesteś doświadczonym zawodnikiem. Startowałeś za oceanem w Bellatorze, masz przegląd rynku. Powiedz jak wypada polskie MMA na tle tego z USA?

Ciężko powiedzieć, nigdy nie byłem tam na obozie przygotowawczym. Najdłużej trenowałem tam dwa tygodnie. Myślę jednak, że czołówka polskich zawodników bez problemu poradziłaby sobie za oceanem. Mamy pewne cechy charakteru, które pomagają -  silna psychika, wola walki. Jesteśmy tam szanowani, przynajmniej przez zawodników. Organizacje mają swój sposób podchodzenia do ludzi. Wrzucają nas do jednego worka z Rosjanami itp. Przynajmniej ja tak to odczułem.

Zobaczymy kiedyś Damiana Grabowskiego na gali UFC?

Ciężko powiedzieć. Jeżeli dostałbym ciekawą propozycję, to dlaczego nie? Jestem zawodnikiem, który ma swoje lata i liczą się dla mnie rzeczywiste korzyści. Gdybym był młodszym zawodnikiem, to myślałbym inaczej.

Jesteś uznawany za najlepszego „ciężkiego” w Europie. Dlaczego zawodnik twojego pokroju nie ma możliwości zawalczenia powiedzmy z czołówką UFC?

Miałem możliwość walczyć z Eddiem Sanchezem (wygrana Damiana – przyp. red.), który miał przygodę z UFC i skończył ją z bilansem 6-3, co jest niezłym wynikiem. Myślę, że gdybym walczył w UFC, to mógłbym się plasować w drugiej dziesiątce „ciężkich”; ewentualnie mógłbym „zahaczyć” o pierwszą dziesiątkę. Starty w USA to ciężka praca i musiałbym wyjechać na dłużej.

Informacje o wielkich gażach zawodników walczących dla UFC można włożyć między bajki?

UFC bardzo mądrze rozdaje pieniądze. Właściciele dążą do tego, żeby zawodnicy mogli dobrze zarabiać. A nie jak to jest w boksie, gdzie są kolosalne gaże i ogromne różnice w zarobkach. Najwyższa gaża w UFC była kwotą w wysokości 500 000 dolarów. Myślę, że zarobki zależą też od menadżera. Nieraz jest tak, że zawodnicy danego „teamu” mają mniejsze zarobki od innych, a reprezentują wyższy poziom sportowy. Jeżeli masz menadżera, który potrafi lepiej negocjować, to masz lepsze pieniądze. Według mnie tak to wygląda.

Co sądzisz o walkach typu „freak fight” w MMA? Co by nie mówić, to podnoszą oglądalność i dzięki temu prawdziwi zawodnicy mogą zaistnieć na szerokiej antenie.

Sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie. Tak właśnie jest. Co innego, jeżeli do ringu wchodzą prawdziwi „fighterzy”, którzy kiedyś walczyli w innych dyscyplinach. Przykładem jest Przemek Saleta, który był moim idolem, kiedy jako młody chłopak zaczynałem swoją przygodę. Paweł Nastula, Przemek Saleta – jak najbardziej tak. Natomiast reszta to ludzie, którzy mają robić „freak show”. Jest to na pewno dobre, jeżeli chodzi o promocję MMA. Dzięki takim walkom jestem oglądany.

Czy jest jakiś zawodnik, z którym chciałbyś się zmierzyć?

Wiesz co, często pada to pytanie. Ja nie podchodzę do walk emocjonalnie. Nie podchodzę ze złością do innych zawodników. Jeżeli mam jakąś propozycję walki i warunki mi odpowiadają, to walczę.

Prowadzisz swój klub w Opolu, który się nazywa „Lutadores”. Opowiedz o swojej działalności…

Zaczynaliśmy od brazylijskiego jujitsu, poprzez submission fighting i obecnie MMA. Mamy więc trzy sekcje. W zeszłym roku obchodziliśmy dziesięciolecie naszej działalności. Jest coraz więcej zawodników, którzy trenują MMA, chcą walczyć i to jest ważne.

Teraz troszkę boksu, przed nami pojedynek ringowych weteranów czyli Przemek Saleta vs Andrzej Gołota. Co sądzisz o tym pojedynku?

Oczekuję tego starcia i chętnie je obejrzę. Trudno mi powiedzieć coś na temat ewentualnych szans jednego czy drugiego. Liczę na to, że pokażą dobry boks.

Rozmawiał Marcin Mlak